Zapraszam do relacji z jednodniowego wypadu na Orlą Perć w Tatrach. Z Rzeszowa do Rzeszowa. Da się :) https://perfectprogress.pl/orla-perc-w-jeden-dzien-na-czwarta
Orla perc (partial) Hiking trail in Kuźnice, Województwo małopolskie (Rzeczpospolita Polska). Download its GPS track and follow the itinerary on a map. This was to do the entire hike from Kuznice taking the tram and then over the Orla Perc and then return to Kuznice. Unfortunately the section between swinica and zarar was closed forcing the return back down from Swinica down the black route
A blog about : Mt. Everest, Everest History, Everest Firsts, famous climbers, expeditions on 8000m peaks, equipment, events on Himalaya. / Himalman’s Weblog to blog o wyprawie na dach świta o marzeniu .. o zdobywcach, himalaistach, wyprawach, trekkingu, podróżach na koniec świata..
Photo Gallery » Szpiglasowy Wierch » Orla Perć panorama Orla Perć panorama View of the whole Orla Perć (from Świnica, through Zawrat, Kozi Wierch, Granaty to the Krzyżne pass) and the Dolina Pięciu Stawów (Valley of Five Ponds) from Szpiglasowa Przełęcz.
OW. Orla Perc, Murzasichle - Reserva amb el millor preu garantit! A Booking.com t'esperen 8 comentaris i 21 fotos.
Orla Perć to znany miłośnikom wspinaczki wysokogórskiej szlak turystyczny w Polsce. Znana również jako polska Via Ferrata, Orla Perć stanowi prawdziwe wyzwanie. Przez wielu uznawana za najniebezpieczniejszy szlak w Polsce. Na szlaku znaleźć się mogą tylko osoby, które nie boją się znacznej ekspozycji. Jakie krajobrazy odkrywa przed nami Orla Perc? Czy jesteś gotowy na to […]
Start odbył się ze Skalatego Plesa pod Łomnicą . Piękny dzień w naszych pięknych Tatrach . Udało się być praktycznie wszędzie oprócz Tatr Bielskich , gdz
Qvc0. „Jak przejść Orlą Perć zimą?" "Wykrywacz metalu poprowadzi Cię wzdłuż łańcuchów.” Taką wymianę zdań znalazłem kiedyś na (skądinąd przydatnym) forum Choć wygląda ona na złośliwą, pokazuje pewien niuans, na który warto zwrócić uwagę. Jeśli stawiasz swoje pierwsze kroki w Tatrach zimą, najtrudniejszy polski szlak jest kiepskim pomysłem na rozpoczęcie nauki. Podobnie zresztą latem. Jeśli nigdy w życiu nie szedłeś szlakiem trudniejszym, niż ścieżka na Ciemniak, nie wybieraj Orlej Perci jako pierwszej przygody w terenie wysokogórskim. Nawet latem jest ona wyzwaniem dla turysty, choć doświadczony taternik przejdzie ją z łatwością, pogwizdując. Może nawet przebiegnie (rekord całego szlaku to 1 godzina i 4 minuty). Ale zanim wyruszysz, musisz sprawdzić pogodę, poznać teren i przewidzieć, że spędzisz około 7 godzin na grani bez dostępu do wody. Dobrze, jeśli znasz swoje możliwości fizyczne, czujesz się swobodnie w eksponowanym terenie i nie boisz poruszania po sztucznych ułatwieniach. Ostatecznie przejście całej Orlej Perci to całodniowa, wymagająca fizycznie i trudna wycieczka, choć piękna sceneria wysokogórska wynagradza trud jej przejścia. Możliwe jednak, że po zdobyciu letnich szlifów i posmakowaniu Tatr także zimą, Twój wzrok padnie wreszcie na postrzępioną grań między Zawratem a Krzyżnem i podpowie „byłoby super”. Co wtedy? Czy warto próbować zimowego przejścia Orlej? A jeśli tak – czego potrzebujesz i co musisz umieć, by rozpocząć akcję “Orla Perć zimą”? Orla Perć zimą to propozycja dla doświadczonych fanów gór. (fot. archiwum autora) Orla Perć zimą – co musisz umieć, by ją przejść? Zimowy szlak w Tatrach to często zupełnie inna bajka niż letni. Zdarza się (jak np. na słynnych Rysach), że przebieg letniej ścieżki nie pokrywa się z zimową. Trudności bardzo rosną, a na wszystko nakłada się sytuacja lawinowa. Ten sam szlak staje się bardzo zmienny, zależnie od pogody i ilości śniegu. Zimowe przejście Orlej Perci to już nie wycieczka. To poważne przejście o charakterze taternickim, na które musisz być przygotowany (-a) kondycyjnie i sprzętowo. Przede wszystkim musisz posiadać doświadczenie. Podstawy poruszania się zimą w Tatrach opanujesz na specjalnym kursie. I tu uwaga: nich nie będzie to jakiś tam „kurs zimowy”, uczący posługiwania się mapą czy kopania jam śnieżnych. Musi to być kurs turystyki wysokogórskiej, który nauczy Cię asekuracji lotnej, obsługi raków i czekana, zastosowania liny i budowania stanowisk do asekuracji i zjazdu, asekuracji lotnej na grani, poruszania w terenie wspinaczkowym. Wszystkie one są niezbędne by w ogóle myśleć o wyjściu na ten szlak. To jednak nie wszystko. Konieczne jest obycie z ekspozycją i trudnym terenem, te zaś przychodzą z czasem. Dlatego tak ważne jest, by przejście Orlej nie było Twoja pierwszą przygodą zimową. Spróbuj wcześniej wejścia na Świnicę, Granaty lub Rysy. Do zimowego przejścia przyda się też letnie doświadczenie wspinaczkowe, choćby na łatwych drogach, jakie pokonuje się na kursie skałkowym. Musisz też umieć ocenić aktualną sytuację lawinową. Orla Perć zimą? Jeśli masz taki plan, pomyśl o skompletowaniu zespołu. (fot. archiwum autora) W zespole czy solo? Choć niektóre odcinki Orlej Perci przechodziłem zimą samotnie, wiem, że na to pytanie jest tylko jedna odpowiedź: w zespole. Orla obfituje w odcinki, które pod śniegiem stają się kompletną ruletką. Pół biedy, gdy wychodzisz na ten szlak w maju i natrafiasz „tylko” na pozostałości śniegu, które – mimo wszystko – też mogą być groźne. Wiele odcinków to jednak „powietrzne” przejścia, na których po obu stronach masz ekspozycje, a podłoże jest niestabilne. Jedno poślizgnięcie w sypkim puchu lub na lodzie i Twoja przygoda z górami może skończyć się definitywnie. Podczas niedawnego pobytu w Tatrach sam zawróciłem będąc na początku trasy, gdyż w Żlebie Honoratka śnieg był zbyt niestabilny i mógłbym zjechać razem z nim na dno Doliny Gąsienicowej. I to pomimo panującej w Tatrach lawinowej „jedynki” i wspaniałego okna pogodowego. Oczywiście samotne, zimowe przejście Orlej Perci jest możliwe. Można to zrobić „na żywca” (odradzam) lub stosując techniki autoasekuracji liną. Jeśli jednak zdecydujesz się na ten wariant zakładam, że nie potrzebujesz niniejszego poradnika. Po prostu wiedz, że musisz być wtedy doświadczonym zimowym taternikiem i bardzo dobrym wspinaczem. W mojej opinii optymalny zespół na ten szlak to doświadczona dwójka lub trójka, o zbliżonych możliwościach fizycznych, ufająca sobie i sprawdzona na łatwiejszych zimowych szlakach. Zimowa wyprawa na Orlą Perć wymaga zabrania odpowiedniego sprzętu osobistego. (fot. archiwum autora) Orla Perć zimą – sprzęt Zimowe przejście Orlej to wymagająca droga graniowa o złożonym przebiegu. Zakładając, że wychodzicie na nią w dobrych warunkach, potrzebujecie osobistych zestawów sprzętu oraz wyposażenia wspólnego. W skład tego pierwszego wejdą: Buty wysokogórskie;Czekan – wystarczy jeden zwykły, wspinaczkowa „dziaba” nie jest konieczna;[Więcej informacji na ten temat znajdziecie w artykule “Jaki czekan w Tatry?”]Raki – klasyczne, 12-zębne.[Wyborowi raków w Tatry poświęcony był jeden ze wcześniejszych poradników]Uprząż – polecam lekkie modele z rozpinanymi pętlami (np. CT Tami);Kask – latem bardzo wskazany, zimą niezbędny;Przyrząd asekuracyjny;3 karabinki zakręcane HMS;2 pętle prusika;Lonża (daisy chain lub z liny dynamicznej; ja używam CT Multi Chain). Do tego oczywiście „zwykłe” wyposażenie zimowe: plecak ok. 40 l, a w nim termos, czołówka, apteczka, okulary przeciwsłoneczne, zestaw ciepłych ubrań, potencjalnie także lawinowe ABC. I koniecznie naładowany telefon z wbitym numerem do TOPR. Lina dynamiczna przyda się do asekuracji zespołu. (fot. archiwum autora) Wasz wspólny sprzęt, który posłuży do asekuracji całego zespołu: Lina dynamiczna – 60 metrów liny pojedynczej, ta ilość pozwoli na dłuższe zjazdy;5-6 taśm krótkich (60 cm);5-6 taśm długich (120 cm);10-12 karabinków (wybieram lekkie CT Fly-Weight Evo lub Ocun Kestrel);Kilka kości z dolnego zakresu (2-7);2-3 friendy (0, 1, 2);Opcjonalnie kilka lekkich ekspresów. Na grani Orlej Perci duży zestaw sprzętu się nie przyda. Nie warto obwieszać się tu ciężkim kompletem friendów czy wianuszkiem haków. Pamiętaj, że przeloty zakładać będziesz głównie z gotowych kotew i klamer wbitych w skałę. Do tego niezbędne będą pętle i karabinki. Kość założysz czasem w szczelinie, gdy inna asekuracja będzie niedostępna. Woda i jedzenie Przed Tobą całodzienna wspinaczka. Weź smaczne i kaloryczne jedzenie, które da Ci energię na 10-14 godzin w trudnym terenie. Czekolada, batony energetyczne, suszone owoce – cokolwiek, co utrzyma Cie w dobrej formie. Przebywając na grani nie będziesz mieć dostępu do wody. Niezłym pomysłem może wydawać się termos z herbatą, jednak ostatnio na długie tatrzańskie wyjścia zabieram kuchenkę. Mój Jetboil MiniMo waży tyle, co 1-litrowy termos, a pozwala na szybkie zagotowanie wody ze śniegu na postoju. W ten sposób, przy tej samej wadze, mogę wypić na długiej wyrypie kilka litrów izotoniku, a nie tylko jeden. Planując trasę, warto uwzględnić też postoje, potrzebne na regenerację. (fot. archiwum autora) Kondycja Dobry wspinacz brutalnej sile przeciwstawia zwinność i zmysł równowagi. Trudno jednak myśleć o takim przejściu bez pokonania setek metrów przewyższeń i zejść, a także 500-700-metrowego podejścia ze schroniska do początku szlaku. Taki 2-godzinny marsz, zimą może zmienić się w długie torowanie. Na podejściu zmieniajcie się, by oszczędzać siły i korzystajcie z kijków. Czas Latem przejście Orlej Perci to dla wprawnego turysty 6 godzin. Zimą potrzeba dużej „pary” by myśleć o zrobieniu tego szlaku w jeden dzień. Potrzebujesz do tego bardzo dobrych warunków i wyjścia ze schroniska w nocy. Musisz być gotowy (-a) na nocny powrót. Z tego powodu rozsądnym jest podzielenie takiego przejścia np. na dwa weekendowe dni. Przechodzenia grani z biwakiem ze względów oczywistych nie polecam – poza złamaniem prawa (jesteśmy w parku narodowym) oznacza to dźwiganie śpiwora, namiotu i maty, w sumie kilku zbędnych kilogramów. Orla Perć to szlak wymagający dobrej kondycji. (fot. archiwum autora) Przebieg Zimowa Orla Perć różni się nieco od letniej swoim przebiegiem. Na niektórych odcinkach szlak letni schodzi z grani, gdy zimowy kieruje się jej kulminacją. W wielu miejscach właściwą drogę pokażą ślady poprzedników, a gdy ich brak musisz samodzielnie ocenić sytuację i wybrać. Poniższy opis został z konieczności skrócony i nie jest alternatywą dla dokładnego przestudiowania mapy. Pamiętaj też, by uprzednio poznać ten szlak latem! Zawrat – Kozia Przełęcz Początek naszego przejścia to Przełęcz Zawrat. Pierwszy odcinek Orlej Perci jest jednokierunkowy, zatem nie ma mowy o rozpoczęciu go z drugiej strony. Z Zawratu łatwa grań prowadzi na Mały Kozi Wierch (2228 m Za szczytem czeka pierwsza trudność: zejście na Zmarzłą Przełączkę Wyżnią i do wnętrza stromego Żlebu Honoratka. Tu łańcuchy często schowane są pod śniegiem, w eksponowanym miejscu warto się dobrze asekurować. Tam, gdzie stalowe ubezpieczenia wystają spod śniegu, zakładajcie przeloty z pętli. Dalej szlak letni prowadzi północną stroną Zmarzłych Czub, jednak jako zimowy wariant często wybierane jest przejście granią. Za systemem półek i płyt schodzimy na Zmarzłą Przełęcz, po której czeka nas trawers Zamarłej Turni. Zimą, podobnie jak latem, należy wybrać szerokie płyty w partiach szczytowych, które skierują nas w stronę drabinki, prowadzącej pod szczyt. W tym miejscu radzę unikając wchodzenia na ścisły wierzchołek. Lepiej trzymać się lewej (północnej) strony grani, gdyż to tam, nieco dalej, znajduje się najsłynniejsza atrakcja szlaku: drabinka na Koziej Przełęczy. Przełęcz Zawrat – tu zaczyna się Orla Perć. (fot. archiwum autora) Do górnego szczebla drabiny prowadzi ciąg łańcuchów, jednak gdy są one schowane pod śniegiem pamiętajcie, by stojący wyżej dobrze asekurowali członka zespołu, który podchodzi do drabiny. Podczas schodzenia nią zachowajcie ostrożność i pilnujcie, by prawidłowo stawać rakami na szczeblach. Czekan będzie zbędny, używajcie dłoni, pamiętając o założeniu 2-3 przelotów. Będą one potrzebne osobie schodzącej jako ostatnia. W dolnej części warto założyć stanowisko, z którego asekurowane osoby schodzić będą stromym systemem stopni na wąską przełęcz. Na Koziej Przełęczy grań przecina żółty szlak, który może być Twoją drogą zejścia w razie zmęczenia lub niepogody. Kozia Przełęcz – Kozi Wierch Z przełęczy schodzicie minimalnie ku Dolinie Pięciu Stawów, by po chwili skierować się stromo ku górze długim tarasem. W tym miejscu towarzyszy Wam ciąg łańcuchów, które zimą powinny być widoczne spod śniegu. Jeśli nie są, aby założyć dobry punkt asekuracyjny będziecie musieli dogrzebać się do nich. Dalej czeka Was przejście kulminacją Kozich Czub, prawdopodobnie ściśle ganią. Za nimi czeka duży skalny próg, opadający ku Koziej Przełęczy Wyżniej. Latem w tym miejscu opuszczamy się po łańcuchach wąskim kominkiem. Zimą łańcuchy mogą być odsłonięte, gdyż śnieg rzadko zalega na stromej ścianie, jednak wygodniejsze powinno być pokonanie ich zjazdem. Tu przyda się 60-metrowa lina. Punkt zjazdowy najlepiej zrobić z górnej kotwy łańcucha. Za przełęczą czeka Was wspinaczka stromą granią Koziego Wierchu. Ta część wymaga szczególnej ostrożności i może okazać się najtrudniejszym fragmentem Waszego przejścia. Ubezpieczenia zamocowane w tym miejscu są często zasypane, a sam śnieg bywa niestabilny. Ten odcinek wymaga bardzo uważnej asekuracji i wyszukiwania stopni w gładkiej skale. Prawie 100 metrów wyżej czeka szczyt Koziego Wierchu (2291 m – najwyższego punktu na całej drodze. To dobre miejsce na odpoczynek, a gdy pora jest późna – także na podjęcie decyzji o zejściu do Doliny Pięciu Stawów. Kozi Wierch – Zadni Granat Szlak za Kozim Wierchem jest łatwy, ale tylko latem. Zimowy wariant prowadzi tu znacznie bliżej grani lub nawet jej kulminacją. Koniecznie uważajcie na nawisy, tworzące się po północnej stronie. Szlak idzie granią, skręcając zdecydowanie ku północy i dociera do Przełączki nad Buczynową Dolinką. Tu po jednej stronie macie Czarne Ściany, po drugiej Buczynową Strażnicę. Na wschód zbocza opadają gwałtownie, zaś ku zachodowi prowadzi stąd, ku Dolinie Gąsienicowej, Żleb Kulczyńskiego. Warto ominąć ten odcinek grani i podążyć za letnim wariantem, który obniża się dnem żlebu. Po ok. 200 metrach czerwony szlak skręca gwałtownie w prawo, do podstawy stromego komina wyposażonego w drabinkę. Także tu warto założyć punkty asekuracyjne na szczeblach oraz ostrożnie stawać rakami na szczeblach i skalnych stopniach. W tym miejscu teren staje się łatwy, a szlak trawersuje poszarpane turnie w rejonie Zadniej Sieczkowej Przełączki. Chwile potem z lewej dociera na grań zielony szlak z Koziej Dolinki, a Wy stajecie na szczycie Zadniego Granatu (2240 m). Zadni Granat – Przełęcz Krzyżne Dalszy odcinek jest względnie łatwy, choć owa łatwość zależy mocno od warunków śniegowych. Ścieżka prowadzi granią Granatów, w niewielkiej ekspozycji, ale napotykając problematyczne pasaże oraz stopnie skalne. Tu łańcuchów jest niewiele, ale tam gdzie są warto się asekurować. To także drugie słynne miejsce, jakim jest Skrajna Sieczkowa Przełączka i krótki odcinek łańcucha zawieszony „w powietrzu”. Poczucie ekspozycji jest jednak złudne i z łatwością pokonacie tę przeszkodę. Dalej czeka Was krótkie podejście na Skrajny Granat (2225 m) i krótkie zejście ze szczytu. Ostatnich 10 metrów to trikowe przejście nad skalnym uskokiem. Warto skorzystać tu ze stanowiska zjazdowego. Z przełęczy możliwe jest ostatnie zejście, żółtym szlakiem nad Czarny Staw Gąsienicowy. Dalej Wasz zespół czeka długi i już trudniejszy odcinek przez grań Buczynowych Turni. Nie pomylcie się i nie skręćcie ku północy, w stronę Wierchu pod Fajki! Szlak skręca tu w prawo i prowadzi na nowo w ekspozycji. Warto dobrze się asekurować, korzystając z naturalnego ukształtowania skał oraz sztucznych ułatwień po obu stronach. Na odcinkach prowadzących stromo w dół nie zapominajcie o pozostawieniu punktów asekuracyjnych dla osoby idącej na końcu. Za Granacką Przełęczą czeka Was krótkie zejście żlebem, po czym obejście od południa Orlej Baszty. Szlak wymaga uwagi, na stromych skałach warto regularnie zakładać punkty dla ochrony przed niekontrolowanych zjazdem. Miniecie od południa Wielką Buczynową Turnię (2183 m). Krótką rysą trzeba opuścić się w kierunku Buczynowej Przełęczy i poniżej niej, by idąc coraz łatwiejszym terenem dotrzeć do Małej Buczynowej Turni. Stąd, prowadząc już łatwą ścieżką, omijającą dwie kulminacje, Orla Perć dociera do finału na przełęczy Krzyżne (2112 m). Tu szlak ma swój koniec. Przez przełęcz przechodzi żółty szlak z Doliny Roztoki do Doliny Gąsienicowej. Łagodnym zejściem ku północy z łatwością zejdziecie do Murowańca, odległego zimą o ok. 2 godziny. Orla Perć – opcje zejścia ze szlaku Orlą Perć przecina kilka szlaków, które możecie wybrać w celu wcześniejszego zejścia. Poza szlakami poprowadzonymi przez Zawrat i Krzyżne są to: Żółty szlak przecinający Kozią Przełęcz – zejście do Doliny Gąsienicowej lub Pięciu Stawów;Czarny szlak docierający na Kozi Wierch – zejście do Doliny Pięciu Stawów;Czarny szlak schodzący Żlebem Kulczyńskiego;Zielony szlak z Zadniego Granatu;Żółty ze Skrajnego Granatu – wszystkie trzy sprowadzają do Doliny Gąsienicowej. Najdłuższym odcinkiem bez możliwości zejścia jest ten ostatni: Zadni Granat – Przełęcz Krzyżne. Również dość długi jest fragmenty między Zawratem, a Kozią Przełęczą. Mam nadzieję, że ten – z konieczności skondensowany – poradnik pomoże Wam podjąć decyzję: jak iść na Orlą Perć zimą. Podpowie też jakie umiejętności wcześniej warto zdobyć i co ze sobą zabrać. Niniejszy tekst nie zastąpi jednak praktyki. Wspinacie się dobrze i bezpiecznie! [O wspinaniu zimą rozmawialiśmy w naszym podcaście z Jakubem Radziejowskim. Polecamy!]
Kto obserwuje nas dłuższy czas dobrze wie, że bardzo chcieliśmy zrobić chociaż część szlaku o dumnej nazwie: Orla Perć. Tak też stało się podczas ostatniego pobytu. Generalnie, ten post miał się nie pojawić. W górach byliśmy już kilka tygodni temu. Jednak często w rozmowach wspominaliśmy ten szczególny dzień i to wcale nie ze względu na to, że zrobiliśmy fragment Orlej Perci. Ten dzień był “wyjątkowy” jeszcze z innych powodów. Pomyślałam, że skoro na nas zrobił takie wrażenie to opiszę go na wspomnienie tych chwil i jakby trochę ku przestrodze. Tak w skrócie wnioski są takie: Czytajcie dokładnie mapy i sprawdzajcie dokładnie czy na pewno wszystko idzie zgodnie z planem!Na górską wędrówkę zawsze dobrze wyposażcie swój plecak, nawet jeżeli planujecie stosunkowo nie trudną bądź nie długą trasę. A więc jak to było… Dzień zaczynał się wyjątkowo pięknie, słońce od rana dawało o sobie znać. Wcześnie wstaliśmy, bo już o 6:00 byliśmy na śniadaniu. Następnie ruszyliśmy autem w kierunku parkingu Palenica. Na miejscu byliśmy o 7:30. Mimo pięknego słońca, było na razie zimno, więc żwawym tempem ruszyliśmy trasą na Morskie Oko. Po chwili odbiliśmy w prawo na Dolinę Pięciu Stawów. Kierunkowskaz wskazywał pokonanie trasy w 2:10h. Udało nam się tam dotrzeć w 1,5 godziny. Zrobiliśmy przerwę w Schronisku na kanapeczki i kolejną kawę. Posileni ruszyliśmy w kierunku na Zawrat, w połowie odbijając na Kozi Wierch .O tym co dalej, mieliśmy zdecydować na górze(w zależności od sił i pogody). Uważam, że przy takiej kontroli to dobre rozwiązanie. Znamy siebie i nie poddajemy się mimo zmęczenia. Ta zasada może nie sprawdzić się w wypadku osób, które często w wyniku zmęczenia się zniechęcają. Wtedy wiadomo, łatwiej podjąć decyzję o skróceniu trasy niż jej kontynuowaniu. Trasa na Kozi Wierch już na początku była dosyć męcząca, dodając fakt, że narzuciliśmy niezłe tempo, stała się bardzo wymagająca. Moje tętno mierzone w zegarku tego dnia było zadziwiająco wysokie, ale szliśmy konsekwentnie. Było cudownie. Słoneczko nas grzało, zmęczenie wysokie, ale uśmiech nie schodził nam z ust. Towarzyszyły nam piękne widoki i co chwilę podziwialiśmy krajobraz. W jednym momencie lekko się przyblokowałam- na sporej płycie skalnej. Jeden ze wspinaczy podpowiedział, by stawiać całe stopy noskiem buta w kierunku góry. I takim sposobem bezpiecznie, jednak bez asekuracji rąk przeszłam na drugi koniec płyty. Dalej było już spokojniej, ale wymagająco. Gdy doszliśmy na szczyt, odetchnęliśmy! Mieliśmy kilka chwil by delektować się pięknym widokiem, gdyż chmury powoli zasłaniały nam widok. Zjedliśmy posiłek i Eryk zaczął obliczać drogę powrotną we współpracy z mapą. Mieliśmy zapas, więc mimo zachmurzenia postanowiliśmy nie uciekać, tylko zrobić kolejny fragment szlaku Orla Perć. Na początku przejrzystość była wyjątkowo słaba. Jednak płyty skalne były nisko ułożone i szliśmy pod górę(Żleb Kulczyńskiego), zastanawiając się co zobaczymy po drugiej stronie. Mimo, że wcześniej obejrzeliśmy tysiące zdjęć z tego szlaku, to co zobaczyliśmy na żywo zatkało dech w piersiach. Przepaść, mokre skały i dosłownie ściana w dół. Na tym odcinku musieliśmy zachować szczególną ostrożność. Bardzo łatwo się poślizgnąć. Trzeba uważać również na często spadające kamienie: warto wtedy sygnalizować to ludziom poniżej i zachować trzeźwy umysł. Powolnym krokiem zaczęliśmy schodzić, dokładnie sprawdzając stabilność skały czy kamieni o które się zapieraliśmy. Sympatyczna ekipa 4 osób, bardzo dodała nam otuchy. Dawali ciekawe wskazówki i ich podpowiedzi okazały się bardzo skuteczne. Jedynie co nas zaniepokoiło to trasa, którą później zamierzali schodzić. Była zupełnie inna niż nasza. Coś zaczęło nam nie pasować. Jednak na razie skupialiśmy się nad tym by bezpiecznie zejść. Doszliśmy do kilkunastometrowego komina z łańcuchami. Poruszaliśmy się zupełnie w pionie. Na tym odcinku odczuliśmy, że mocne ręce przydają się w górach. Po zejściu łańcuchami, trasa zrobiła się spokojniejsza. Doszliśmy do Koziej Dolinki, a schodząc poniżej, naszym oczom ukazało się cudowne miejsce! Pod ścianą Małego Koziego Wierchu znajdowało się malutkie, ale bardzo urokliwe jeziorko. To Zmarzły Staw(nazywany również Zmarzłym Stawem Gąsienicowym), leży na wysokości 1788 m Podobno jest zamarznięty przez większość roku, jedynie w okresie wakacyjnym można go zobaczyć w takiej okazałości. Przepiękne miejsce – sami zobaczcie! Tam zjedliśmy kolejny posiłek, odpoczęliśmy, miło porozmawialiśmy iiii…zerknęliśmy na mapę! Doznaliśmy małego szoku. Okazało się, że wcześniej wyliczając trasę Eryk nie zauważył dosłownie malutkiego odcinka na trasie, niestety był krótki, ale wymagający. Jego prognozowane pokonanie to 1,50h. Właśnie o ten odcinek byliśmy w tyle! Musieliśmy zmienić trasę na krótszą, by wyrobić się przed zmrokiem. Rozpędziliśmy nóżki i żwawo ruszyliśmy dalej. Gdy doszliśmy do Schroniska Murowaniec, zastanawialiśmy się chwilkę czy nie zostać na noc. To była najwygodniejsza i najbezpieczniejsza opcja. Jednak Eryk zapewnił mnie, że szybkim tempem jesteśmy w stanie wrócić przed zmrokiem. A w domku czekali na nas znajomi i chcieliśmy spędzić ten wieczór z nimi. Pozostało nam nic innego jak pokonać trasę jak najszybciej! Trasa od Murowańca prowadziła przez las, wszędzie leżały połamane gałęzie i było błotko. Momentami miałam łzy w oczach z bezsilności i złości. Szliśmy w milczeniu, a ja myślałam już tylko o ciepłym domku i jakimś porządnym ciepłym posiłku. Spokojnie, jedzonko mieliśmy- w tym momencie świetnie sprawdzały się nam orzechy i rodzynki. Eryk podkarmiał mnie co chwilę. Gdy zaczęłam rozpoznawać okolicę, uspokoiłam się i atmosfera zrobiła się weselsza. Udało się nam zdążyć przed całkowitą ciemnością. Tylko ostatni leśny odcinek wymagał dodatkowego oświetlenia. Powiem Wam tak: to był jeden z najbardziej stresujących dni w górach. Takie wspólne przygody cementują związek! Po dłuższym czasie wspominamy to jako bardzo wyjątkową przygodę, jednak tamtego dnia momentami nie było nam do śmiechu. Gdy po wielu godzinach wędrówki, zobaczyliśmy nasze autko czuliśmy się wygrani! Jakbyśmy przebiegli maraton wspólnie w tempie 2:30. Taka euforia i satysfakcja! Jaki morał z tej wycieczki? Przede wszystkim dobrze planujcie trasę i zawsze bierzcie więcej jedzonka ze sobą w razie przygód! Po więcej wskazówek zapraszam na ważny post, który powstał po opisanej wyżej przygodzie – Co zabrać ze sobą w góry na jednodniową wycieczkę?
Co roku na tatrzańskich szlakach pojawiają się tysiące turystów chętnych, by zdobywać szczyty. Niestety, nie zawsze wybieramy trasy odpowiednie do naszej kondycji czy posiadanych umiejętności. Od lat - w trosce o bezpieczeństwo i w celu zwiększenia świadomości - Tatrzański Park Narodowy wraz z Tatrzańskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym przygotowują akcje edukacyjne dla miłośników wypraw w Tatry. Jedna z nich dotyczy Orlej Perci - jednej z najtrudniejszych tras wysokogórskich w Polsce. Orla Perć jest oznaczona czerwonymi znakami i prowadzi od Zawratu do Krzyżnego. Między tymi przełęczami szlak przechodzi przez szczyty, granie i przełęcze w wielu miejscach ubezpieczone stalowymi klamrami, łańcuchami i dwoma drabinkami. Po drodze wchodzi się najwyższy szczyt w Tatrach polskich położony całkowicie w naszych granicach – czyli Kozi Wierch. fot. kadr z filmu "Orla Perć – Bezpieczeństwo. Przygotowanie. Sprzęt" Pokonanie Orlej Perci w ciągu jednego dnia to dość karkołomne zadanie, lepiej podzielić ją sobie na odcinki. No i jeszcze jedno, to z pewnością nie jest szlak dla osób, które nie mają doświadczenia czy obawiają się wysokości i ekspozycji. Niemal cały prowadzi nad urwiskami, przepaściami i stromymi stokami. Wielu wielbicieli tej trasy, których ambicją nie jest robienie "czasówek", a wędrówka po jednym z najpięknieszych szlaków polecają podzielenie całości na fragmenty. Warto wziąć pod uwagę przejście Orlej Perci dzieląc ją na dwie lub trzy jednodniowe wycieczki szlakami dojściowo-zejściowymi. Wytrwali, którzy zdecydują się na przejście całego szlaku w jeden dzień powinni liczyć się z ponad 10-godzinnym wysiłkiem, a do tego dochodzi jeszcze podejście i zejście do schroniska, czyli dodatkowe godziny, co może łącznie dać 13-14 godzin intensywnego wysiłku. Miejscem "bazowym" może być schronisko w dolinie Pięciu Stawach Polskich. Stamtąd prowadzi najkrótsza droga na Zawrat. Przed wyprawą należy pamiętać o tym, że między Zawratem, a Kozim Wierchem jest szlak jednokierunkowy. Zawrat - Mały Kozi Wierch - Żydowski Żleb - Zmarzłe Czuby - Zmarzła Przełęcz - Zamarła Turnia - Kozia Przełęcz - Kozie Czuby - Wyżnia Kozia Przełęcz - Kozi Wierch - Przełączka nad Buczynową Dolinką - Żleb Kulczyńskiego - Czarne Ściany - Zadni Granat - Pośrednia Sieczkowa Przełączka - Pośredni Granat - Skrajna Sieczkowa Przełączka - Skrajny Granat - Granacka Przełęcz - Wielka Orla Turniczka - Orla Przełączka Niżnia - Orla Baszta - Pościel Jasińskiego - Buczynowe Czuby - Przełęcz Nowickiego - Wielka Buczynowa Turnia - Mała Buczynowa Turnia - Ptak - Kopa pod Krzyżnem - Przełęcz Krzyżne fot. kadr z filmu "Orla Perć – Bezpieczeństwo. Przygotowanie. Sprzęt" Trasa przeznaczona jest dla najbardziej wprawnych i doświadczonych turystów – takie były założenia jej pomysłodawców już na początku XX wieku - tłumaczą w filmie edukacyjnym "Orla Perć - Bezpieczeństwo. Przygotowanie. Sprzęt" specjaliści w temacie historii i specyfiki tego szlaku. Niestety, od lat ze względu na coraz szybszy rozwój turystyki, zatracono respekt dla gór i Orla Perć z trasy elitarnej zmieniła się w bardzo popularny szlak, na który niezwykle często wybierają się osoby niegotowe do tego typu wypraw. Rezultatem jest tragiczna statystyka - jak informuje TOPR - od 1909 do 2014 roku na Orlej Perci (wraz ze szlakami dojściowymi i z odcinkiem Zawrat–Świnica) doszło do 122 wypadków śmiertelnych. Przyczyną wielu z nich jest niewystarczające przygotowanie (sprzętowe, kondycyjne bądź techniczne). fot. kadr z filmu "Orla Perć – Bezpieczeństwo. Przygotowanie. Sprzęt" TPN i TOPR wspólnie promują właściwe przygotowania – technicznego i sprzętowego – do bardzo poważnego przedsięwzięcia turystycznego, jakim jest przejście Orlej Perci. A opowiedzą Wam więcej specjaliści: Wojciech Szarkowski z Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałbińskiego w Zakopanem, Jan Krzysztof - naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Marasek z TOPR i Szymon Ziobrowski - dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Tatry Wysokie Jesień to najlepsza pora do górskich wędrówek. Słońce nie praży tak mocno, mniej ludzi na szlakach,a dzień jeszcze stosunkowo długi. Na koniec września zaplanowaliśmy wspólnie z Mateuszem pokonanie najtrudniejszego szlaku w Tatrach – Orlej Perci. Szlak wytrasowany został na początku XX wieku przez Towarzystwo Tatrzańskie oraz ks. Walentego Gadowskiego. Pierwotnie szlak był dłuższy, wiódł od przełęczy Zawrat do Polany pod Wołoszynem. Od lat 30 część biegnąca grzbietem Wołoszyna jest niedostępna dla turystów z uwagi na ścisłą ochronę przyrody. Pomimo tego, przejście całej “Orlej” w ciągu 1 dnia jest nie lada wyczynem. Nasz plan minimum zakłada pokonanie najtrudniejszej części , jednokierunkowego odcinka Zawrat – Kozi Wierch. Piątek Z Gliwic wyjeżdżamy punkt 6. Pogoda – super. Słoneczko świeci, zapowiadają się super widoki! Podróż przebiega wzorcowo, najpierw autostradą A4, później słynną “zakopianką” i po 3 godzinach jesteśmy już w podtatrzańskiej samochód, zakładamy plecaki i kierujemy się do Kuźnic. Kombinujemy sobie, że jeśli nie będzie “kolejki do kolejki” na Kasprowy Wierch to odpuścimy sobie wspinaczkę, wjedziemy na górę i już pierwszego dnia zaatakujemy Świnicę i pierwszą część Orlej Perci. Niestety, piękna pogoda i tłumy sprawiły, że na wagonik przyjdzie nam czekać kilka godzin. Zatem decydujemy, że dziś rozruszamy się na trasie prowadzącej do schroniska Murowaniec, gdzie zrobimy nocleg i następnego dnia uderzymy na Zawrat i Orlą. Wybieramy niebieski szlak przez Boczań i Skupniów Upłaz. Nie spieszymy się, robimy zdjęcia, “gadka szmatka” i o godzinie 14 zamawiamy już zimne piwo w Murowańcu. Siadamy na ławkach przed schroniskiem i delektujemy się napojem z pianką, gdy dowiadujemy się przypadkiem, że schronisko PTTK Murowaniec nie zezwala na nocowanie na przysłowiowej “glebie”. Wiadomość ta wprawia nas w osłupienie. Po dopytaniu pani zza baru, okazuje się , że w schronisku obowiązuje zakaz spania na podłodze, natomiast wszystkie pokoje oczywiście są zajęte. Pani z obsługi proponuje nam zejście do miasta, lub przejście do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów, bo tam już na podłodze spać można. Szybki rzut oka na mapę. Do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich mamy 4 godziny marszu i ponad 600 metrów przewyższenia. Dopijamy nasze piwo i ruszamy w drogę. Z czasów przejść wynika, że na miejscu będziemy po zmroku, ale jesteśmy na to przygotowani 🙂 . Szybkim krokiem, żółtym szlakiem kierujemy się w stronę Doliny Pańszczyca i przełęczy Krzyżne. Początkowo droga wiedzie lasem i jest dość przyjemna, ale po jakimś czasie zaczyna się robić stromo. Wejściu na przełęcz towarzyszą nam iście księżycowe krajobrazy. Szlak nie posiada większych trudności ostre tempo, spore nachylenie terenu i ciężar naszych plecaków dają nam nieco w kość. Ale jak to mówią, trzeba być twardym a nie miękkim i z uśmiechem na ustach walimy do przodu :). Dolina Suchej Wody Gąsienicowej. To zdjęcie dobrze pokazuje, jak człowiek jest mały (dosłownie i w przenośni) w obliczu potęgi natury. Widok z Doliny Pańszczycy na Skrajny Granat i Buczynowe Turnie. Ostatnie ostre podejście przed zdobyciem przełęcz Krzyżne. Widok na Wielki Staw Polski z przełęczy tafli wody, największy polski wodospad – Wielka Siklawa, o wysokości 65 metrów. Widok na Żabią Grań, a na drugim planie słowackie Tatry Wysokie. Przełęcz Krzyżne 2112 Po 3 godzinach wymęczeni stajemy na przełęczy Krzyżne i naszym oczom ukazuje się jeden z najpiękniejszych widoków jaki można zobaczyć w Tatrach. Widać wspaniale Dolinę Pięciu Stawów Polskich, a z drugiej strony Dolinę Pańszczycy i Dolinę Suchej Wody. Robimy kilkuminutową przerwę na mały posiłek i obserwujemy drapieżne ptaki latające od nas dosłownie na wyciągnięcie ręki. Chyba też mają ochotę na nasze kanapki :). No nic, zakładamy plecaki i w drogę. W końcu pozostało już tylko z górki. Idziemy coraz szybciej, gdyż zaczyna się robić coraz ciemniej. Gdy dochodzimy do schroniska jest już całkiem ciemno. Na brzegu Przedniego Stawu Polskiego widzimy już pierwszych turystów, którzy zdecydowali się na romantyczny nocleg. Im bliżej schroniska, tym więcej widzimy śpiworów w kosodrzewinie, na trawie i nad Stawem. Amatorzy noclegu bez dachu nad głową mówią nam, że nie mamy po co iść do schroniska, bo tam nie ma miejsca, ani w pokojach, ani na podłodze w korytarzu. Nie chce nam się w to wierzyć, ale na miejscu okazuje się, że nie było w tym ani trochę przesady. Mateusz szybko wbił się w tłum turystów i cudem znalazł akurat 2 dość ciasne miejsca na podłodze w końcu korytarza. Szybko się rozkładamy i idziemy spać,gdyż jutro ważny dzień, atakujemy Orlą Perć! Nasza wieloosobowa sypialnia w korytarzu na pięterku. Sobota Budzimy się przed godziną 6. Oczywiście zaduch, hulający na zewnątrz wiatr i ciasnota nie pozwoliła na porządny sen. Jeszcze w śpiworach zaczynamy jeść śniadanie i ustalamy, że zostawiamy tu nasze rzeczy. Postanawiamy że drugą noc także pozostaniemy w “piątce”, gdyż miejscówkę mamy całkiem niezłą, mimo chrapiących i rozpychających się naszych 50-letnich towarzyszy z Kielc (zresztą jak się później okazało bardzo sympatycznych). O słuszności decyzji utwierdza nas widok na zewnątrz. Ludzie którzy nie zmieścili się w środku spali wszędzie. Nad stawem, na ławkach, stołach, murkach a nawet w kosodrzewinie. Temperatura na zewnątrz miała jakieś 4 stopnie Celsjusza. Schronisko w “piątce” budzi się do życia. Przedni Staw Polski. Przepełnione schronisko,nie zniechęciło tych bardziej wytrwałych do zmiany miejsca noclegu 🙂 Poranny widok na Doline Roztoki. Buczynowe Turnie,przełęcz Krzyżne i Wielki Wołoszyn widziane z przed schroniska w Dolinie Pięciu Stawów. Zatem pakujemy jeden plecak i po godzinie 7 ruszamy w stronę Zawratu. Przełęcz ta okryta jest złą sławą z powodu licznych wypadków mających tu miejsce. Najniebezpieczniejsza ekspozycja znajdują się od strony Doliny Gąsienicowej. Dojście z Doliny Pięciu Stawów to dosłownie spacer, z pięknymi widokami na największe tatrzańskie jeziora. Po drodze widzimy jeszcze stado kozic, które świetnie się maskują na tle skał i kamieni. 1,5 godziny później jesteśmy na Zawracie. Tam robimy sobie krótką przerwę, podziwiamy panoramę, cykamy kilka fotek i ruszamy w dalszą drogę! Podejście na Zawrat 2158 Zadni Staw Polski oraz górujący nad nim Walentynkowy Wierch. Początkowo nic nie zwiastuje że to najtrudniejszy szlak górski w Tatrach, a według niektórych w całych Karpatach. Szybko zaczynają się pierwsze sztuczne ułatwienia w postaci łańcuchów, które z małymi przerwami będą nam towarzyszyć aż do Koziego Wierchu. Powoli wspinamy się na Mały Kozi Wierch z którego roztacza się ładny widok na tatrzańskie doliny oraz Świnicę (2301 Dalej droga idzie w dół do Zmarzłej Przełączki Wyżniej gdzie szlak przechodzi na stronę północną. Tu zaczyna się słynny żleb Honoratka ( zwany dawniej Żydowskim Żlebem). Miejsce to znane jest z wielu tragicznych wypadków i zejście w dół w niesprzyjających warunkach przy śliskiej skale jest naprawdę niebezpieczne. Odsłania nam się piękna panorama na Czarny Staw Gąsienicowy i Dolinę Suchej Wody. Szlak prowadzi nas trawersem Zmarzłych Czub a następnie przez turnie w dół do Zmarzłej Przełęczy, na której znajduje się słynny „chłopek”. Robimy sobie kilka zdjęć i ruszamy w stronę Zamarłej Turni. Po drodze musimy jeszcze pokonać kolejne ciekawe miejsce na Orlej,jaką jest Kozia Przełęcz. Aby dostać się na “siodełko” pokonujemy najsłynniejszą w całych Tatrach 8 -metrową drabinkę. Mimo lekkiego luzu na kotwach przytwierdzających ją do skały, przeszkodę forsujemy dosyć sprawnie. W naszym odczuciu nie jest wcale tak straszna jak niektórzy to opisują. Jednak trzeba przyznać, że u osób z lękiem przestrzeni lub wrażliwych na ekspozycję może ona spowodować zakończenie wycieczki w towarzystwie TOPR-owców . Zmarzły Staw Gąsienicowy leżący 400 metrów poniżej naszego szlaku. “Chłopek” na Zmarzłej Przełęczy 2126 Grań Orlej Perci. Słynna drabinka na Koziej Przełęczy 2137 Po chwili jesteśmy już na Koziej Przełęczy, gdzie czerwony szlak przecina się z żółtym, biegnącym z Doliny Pustej do Koziej Dolinki (z Doliny Pięciu Stawów na Hale Gąsienicową). Na przełęczy panuje duży ruch, jest ciasno i trudno minąć się z innymi turystami. Znajdujemy kawałek miejsca, kilka łyków “energetyka” i po chwili wspinamy się już na Kozie Czuby. Tu szlak jest bardzo stromy, angażujemy do pracy wszystkie mięśnie w rękach i nogach. Na wierzchołkach kolejne zdjęcia, otarcie potu z czoła i zejście po klamrach z łańcuchami w dłoniach niemal że w pionie, na Wyżnią Kozią Przełęcz. Dla mnie osobiście ten fragment był najtrudniejszy. Niewiele wyślizganych stopni, spora ekspozycja i zmęczenie powodują chwilę strachu, ale po dwóch głębszych oddechach jestem już na dole. Tym razem już bez przerwy znów ostro, ale tym razem w górę. Trzymając się łańcuchów, wspinamy się po klamrach i po kilkunastu minutach wdrapujemy się na wierzchołek Koziego Wierchu (2291 Jest on najwyższym szczytem, który znajduje się w całości w granicach Rzeczpospolitej Polskiej. Roztacza się stąd wspaniała panorama na doliny: Roztoki, Pięciu Stawów Polskich i Gąsienicową, a także na najważniejsze tatrzańskie szczyty po stronie polskiej i słowackiej. Przysiadamy i posilamy się nieco, chłoniemy piękne widoki i mimo zmęczenia ładujemy akumulatory. Ostatnie metry i “Kozi” będzie zdobyty. Podejście stromym kominem na szczyt Koziego Wierchu. Szczęśliwy zdobywcy Koziego Wierchu 2291 Teraz czeka nas zejście w dół czarnym szlakiem do schroniska. Na dole na szczęście okazuje się, że nikt nas nie wyeksmitował z naszej miejscówki na podłodze, więc możemy się odprężyć w jadalni. Zamawiamy ciepłe papu, a później zimne piwko i przenosimy się do naszego legowiska. W sympatycznym gronie nowo poznanych osób, mile spędzamy nasz ostatni wieczór w Tatrach. Było na tyle wesoło, że szczęściarze którzy spali w pokojach na łóżkach wychodzili i przyłączali się do biesiady:) Niedziela Kolejna niezbyt dobrze przespana noc. Mimo wieczornego imprezowania wstajemy przed wschodem słońca. Zjadamy resztki zapasów, pakujemy się i wychodzimy ze schroniska. Na dworze pogoda się zepsuła, jest okropna mgła i już wiemy, że dziś na widoki nie możemy już liczyć. Decydujemy się udać do kolejnej tatrzańskiej doliny, a dokładnie do Doliny Rybiego Potoku. Zamierzamy zjeść drugie śniadanie w schronisku nad Morskim Okiem. Maszerujemy niebieskim szlakiem, wiodący przez Świstową Czubę. Trasa słynie z ładnych widoków i po cichu liczymy, że mgła się trochę przerzedzi. Niestety nic z tego. Im wyżej tym mgła gęstsza. Zdarza się, że podczas przechodzenia przez rumowiska skalne szukamy naszego szlaku. Jestem trochę zawiedziony, bo nigdy tędy nie szedłem, a chciałem zobaczyć widoki na Orlą Perć, którą wspaniale stąd widać. Uważnie patrzymy na znakowanie ścieżki, bo nie chcemy przez przypadek wejść na tzw. „śmiertelny skrót”,gdzie dawniej przebiegał niebieski szlak. W tym miejscu zdarzało się wiele wypadków, mających często swój tragiczny koniec w otchłani Doliny Roztoki. W latach 50 ścieżkę poprowadzona została nieco inaczej, dziś szlak prowadzi nową, dłuższą ścieżką. Po ok. 2 godzinach trekkingu dochodzimy nad największe jezioro tatrzańskie. Morskie Oko ma powierzchnię 35 ha i całkiem sporą głębokość 50 m .Po krótkiej wizycie nad brzegiem jeziora zasiadamy wygodnie w bufecie najsłynniejszego schroniska w polskich górach i zamawiamy tak wyczekiwaną przez nas jajecznicę . Po odpoczynku pozostaje do przejścia już ostatni, asfaltowy odcinek na Palenicę Białczańską, później busik do Kuźnic i wracamy do domu. Schronisko PTTK nad Morskim Okiem 1410 Wycieczka uważamy za udaną. Co prawda nie przeszliśmy całej Orlej, ale w takich warunkach jak mgła, deszcz czy możliwe oblodzenie lepiej zrezygnować z wycieczki niż stać się kolejną ofiarą gór. Na Orlej Perci od czasu jej otwarcia zginęło już ponad 100 osób i niestety nadal zdarzają się tam poważne wypadki, w tym śmiertelne. Nazwy takie jak Żleb Żydowski, albo Żleb Drege’a wzięły swoje nazwy od ofiar które zginęły w tych miejscach. Na odcinku Zawrat – Kozi Wierch szlak jest jednokierunkowy – warto o tym pamiętać, bo powrót “pod prąd” może się okazać bardzo trudny lub wręcz niemożliwe. Podczas naszego wypadu spotkaliśmy taterników, którzy nie pierwszy raz zaliczali “Orlą”. Mimo wszystko byli wyposażeni w kaski, uprzęże i liny. Więc apelujemy do wszystkich miłośników gór wybierającym się na ten najniebezpieczniejszy tatrzański szlak o rozwagę i dobre przygotowanie . A odcinek Kozi Wierch – Krzyżne ? Cóż, pozostaną na następny raz! Orla Perć – mapa Linki: Orla Perć – informacje Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich Schronisko PTTK Murowaniec Schronisko PTTK Morskie Oko TOPR
pokaż komentarz @daymoss: Moim zdaniem Orla jest nieco przereklamowana, byłem w zeszłym roku i mimo całego entuzjazmu związanego ze zdobywaniem kolejnych trawersów pod koniec czułem się mocno rozczarowany opisami, które mnie skłoniły tam przyjechać. W ogóle była to moja pierwsza wspinaczka tego typu, w dodatku nie miałem wcześniej żadnej zaprawy- w pierwszy dzień, nieco jeszcze niewyspany po podróży pociągiem, do schroniska dotarłem w godzinach wczesnopołudniowych, więc stwierdziłem, że warto by gdzieś połazić jeszcze do wieczora- zaliczyłem Kasprowy i Świnicę. Następnego dnia od razu na Orlą, od strony Zawratu. Generalnie fajna sprawa z tymi wszystkimi klamrami i łańcuchami, zupełnie inne doświadczenie niż monotonna wędrówka na Śnieżkę. Ale jeśli ktoś nie ma lęku wysokości i jest powiedzmy przeciętnie wysportowany - spokojnie sobie ze szlakiem poradzi. Drabinka i inne elementy ekspozycyjne (tzn. wtedy gdy za plecami ubezpiecza Cię kilkadziesiąt metrów swobodnego spadu ;)) nie są na tyle skomplikowane i trudne technicznie, żeby budzić jakieś większe emocje. Ale może to ja jestem taki znieczulony ;) Tak czy inaczej polecam, bardzo przyjemny szlak na wędrówkę. udostępnij Link pokaż komentarz @agmar50: No ja jednak troche tego lęku mam i jest jeszcze kilka łatwiejszych rzeczy na których muszę się najpierw sprawdzić. Stopniowanie trudności wszyscy w przypadku lęków zalecają i jak na razie działa. udostępnij Link pokaż komentarz @agmar50: To zależy jak rozumiesz przereklamowany. "Na Orlej Perci dochodzi do największej liczby śmiertelnych wypadków. Ze statystyk TOPR wynika, że od początku powstania tego szlaku w 1906 roku, zginęło na nim już ponad 100 osób." - za Wikipedią. Trzeba pamiętać, że nie każdy jest młodym, jurnym, wysportowanym i odpornym na ekspozycje turystą. Poza tym, pewność siebie, również może zgubić. udostępnij Link pokaż komentarz @daymoss: proponuję Giewont. W tym roku pierwszy raz w górach i ten szczyt wybraliśmy jako pierwszy. Mam lęk wysokości i w momencie łańcuchów ( do góry) odmówiłam wszystkie modlitwy jakie znałam, bo strach mnie paraliżował. Trasa już przy samym szczycie trochę stroma, o wiele lepiej schodziło się z tych łańcuchów niż wchodziło. Jakoś tak pewniej. Góry świetna sprawa, wszędzie nieziemskie widoki, krystalicznie czysta woda ze źródełek... Za rok mamy w planach Czerwone Wierchy przez Kasprowy. udostępnij Link pokaż komentarz @czokoboko: Za rok mamy w planach Czerwone Wierchy przez Kasprowy. Zróbcie odwrotnie - Kuźnice -> Kalatówki -> Hala Kondratowa -> Czerwone Wierchy -> Kasprowy -> Kuźnice. Wejście na Kasprowy jest strasznie długie i monotonne - wolę nim schodzić :). udostępnij Link pokaż komentarz @agmar50: Sam pewnie dobrze wiesz, że wypadki mogą się zdarzać w najmniej spodziewanych momentach. Taktując coś mniej poważnie narażasz się na brak odpowiedniej koncentracji. udostępnij Link pokaż komentarz Moim zdaniem Orla jest nieco przereklamowana [...] W ogóle była to moja pierwsza wspinaczka tego typu, w dodatku nie miałem wcześniej żadnej zaprawy- [...] Ale jeśli ktoś nie ma lęku wysokości i jest powiedzmy przeciętnie wysportowany - spokojnie sobie ze szlakiem poradzi. @agmar50: Przecież to jest szlak turystyczny otwarty dla każdego. Nie jest prosty nie jest też ciężki. Nieco inaczej sprawa ma się w zimie, wtedy też nie jest hardcorem ale bywa po prostu niebezpieczny. To jest szlak a nie ścieżka taternicka. Chcesz to wybierz się z taternikami na ścieżki taternickie. Nie będę robił reklamy więc jak jesteś zainteresowany mogę podać kontakt do znajomego via priv. udostępnij Link pokaż komentarz @czokoboko: No i jak by was przypadkiem naszło pójść trochę dalej to odradzałbym zejście z Małołączniaka - trochę łańcuchów i zejście po stromym sypkim piargu. udostępnij Link pokaż komentarz @daymoss: Ja podobnie. Weszłam na Świnicę od Zawratu, Szpiglasowy Wierch, w tym roku plan na Rysy w końcu. Ale Orla chyba poczeka, mam wymówkę - jadę z mniej doświadczonym. :P udostępnij Link pokaż komentarz @malytrol: Farmazon kolego, większość wypadków to niestety wynik złego obuwia - uraz stawu skokowego i wszelkiego rodzaju poślizgnięcia (odpowiednie obuwie ma zwiększoną przyczepność, trzyma się nieźle nawet na mokrej skale). Ale zgadzam się że znaczna część wypadków to właśnie przez złą pogodę. udostępnij Link pokaż komentarz @daymoss: w statystki się nie wczytywałem, ale skoro tak mówisz. Słowem kluczem jest- zwiększona przyczepność, nawet w dobrych butach jak się chodzić nie umie można sobie krzywdę zrobić. udostępnij Link pokaż komentarz @czokoboko: Jesteś jakaś odwrotna ;) zawsze mi się wydawało, że gorzej jest schodzić, bo wtedy często widzi się przepaść. W górę - ma się przed oczami głównie skałę. A propos Czerwonych Wierchów - szlak z Ciemniaka do Kościeliskiej też jest długi, łagodny i monotonny :P polecam natomiast podejście Długa Polana - Kopa Kondracka, jeśli lubisz mieć długo płasko i porządnie się dobić na koniec. udostępnij Link pokaż komentarz @daymoss: Podejście na przełęcz to luz - od strony Pięciu Stawów łańcuchy, ale bez ekspozycji, z drugiej strony chodnik - ceprostrada. Sam szlak na szczyt też bez szału. Widoki niesamowite, jak na średni poziom trudności, to naprawdę warto tam wyleźć. udostępnij Link pokaż komentarz @Elveen: Nie zapomnij dodać że stopni nie widać i trza je macać co przy dużej ekspozycji nieźle ora psychę :) Co do Giewontu pionu jako takiego nie ma i stopnie są duże i dobrze widoczne. W przypadku większej stromizny już było by gorzej Podejście na przełęcz to luz - od strony Pięciu Stawów łańcuchy, ale bez ekspozycji, z drugiej strony chodnik - ceprostrada. Sam szlak na szczyt też bez szału. Widoki niesamowite, jak na średni poziom trudności, to naprawdę warto tam wyleźć. Muszę się tam wybrać jeszcze, dzięki. udostępnij Link pokaż komentarz przejście dalej przez Świnicę i zejście Zawratem jest też dobrą opcją (o ile starczy dnia). Pamiętam swój opad szczęki jak po długim przejściu mało zróżnicowaną granią (z poziomem chmur tuż poniżej, gdzieś ok. 1900m, stopniowo podnoszącym się) siedliśmy sobie w zerowej widoczności na Przełęczy Świnickiej. Zastanawialiśmy się, gdzie ta Świnica... i nagle z chmur wyłonił się potężny masyw - ponad 300m wysokości względnej i tak blisko, że trzeba było zadrzeć głowę ;) Potem, z wierzchołka - niezapomniany widok morza chmur przelewającego się przez grań na polską stronę. A wyszliśmy na Czerwone Wierchy (część na Ciemniak, część "skrótem" na Małołączniak) tylko "testowo", bo na dole siąpał deszcz - u góry, jak się okazało, było piękne słoneczko i czyste niebieskie niebo... A co do Perci - spokojnie się da wyjść rano pieszo z centrum Zakopca przez Kuźnice i przelecieć od Zawratu do Krzyżnego wracając przez też same Kuźnice. Nawet we wrześniu (może zwłaszcza wtedy - nie ma już "szkolnych tramwajów" przy drabinkach :P ). Byliśmy we dwoje i zeszło gdzieś od 8 rano do 22 z normalnymi postojami, zupełnie bez szaleństwa. udostępnij Link pokaż komentarz @Zajc: @czokoboko: ta opcja żeby zacząć od Wierchów jest też o tyle dobra, że jak się okaże, że macie w grupie osobę, która ma słabszą kondycję, to zawsze można zjechać z Kasprowego kolejką. A zejście z czerwonych może się okazać zbyt wymagające po całym dniu chodzenia. udostępnij Link pokaż komentarz @agmar50: Bo Orla Perc nie jest trudna o ile np nie pada deszcz, albo nie ma lodu czy sniegu. Przy deszczu kiedy lancuchy beda sliskie niczym posmarowane olejem Orla Perc na cale zycie zapadnie w pamiec. Byc moze (wtedy) nie tak dlugie zycie... udostępnij Link pokaż komentarz @verul: Ja w tym roku wracam w góry...po 12 latach. Chcę skończyć Mięgusza, wrócić na Czerwoną Ławkę. Orlą Perć przechodziłem, ale jakoś nie powala mnie, poza tym tłoczno tam udostępnij Link pokaż komentarz @verul: Nigdy nie twierdziłem inaczej. Ale zwróć uwagę, że to można odnieść do każdej aktywności na świeżym powietrzu. Jak przyjdzie zima to i spacer po chodniku staje się niebezpieczny, bo i się poślizgnąć można. W górach poziom trudności wspinaczki rośnie tym bardziej, ponieważ góra takiego poślizgnięcia może nie wybaczyć. W swoim poście założyłem, że warunki na szlaku są "neutralne", czyli nie jest ani zbyt wietrznie, ani zbyt mokro. O śniegu nawet nie wspomnę, gdyż to już zupełnie inny rodzaj wspinaczki i inne wyposażenie niezbędne na szlaku (w tym raki, itp.). udostępnij Link pokaż komentarz @agmar50: Zrozumiale. Niemniej jednak nie mozna tak sobie tego szlaku lekcewazyc co czesto niestety niektorzy robia. Jest tam ogromna ilosc lancuchow i gdyby zastal mnie deszcz w polowie drogi do Krzyznego to mialbym pewnie na nich spory problem (robia sie strasznie sliskie) a ja generalnie na lancuchach czuje sie jak ryba w wodzie. Znane mi sa przypadki ciagniecia tam osob ktore z lancuchami sie nieszczegolnie lubia. Wole nie myslec co by bylo w czasie deszczu wtedy. udostępnij Link
orla perc w jeden dzien